Prawdziwy mocarz!
Najchętniej do południa nie wąchałabym, nie oglądała i nie smakowała... mdłości wychodzą bokami oraz uszami. A przedwieczorowo najchętniej zjadłabym... co dzień to co innego i z siłą wodospadu... Ooooo zachcianki to ja mam... i to wcale nie jest jakiś bzdet, wymysł czy rozkapryszona jaśniepańskość... Po prostu organizm szaleje... Raz rolmopsy, drugi raz ogórki kwaszone, innym razem pomidorówka, kotlety mielone, barszczyk czerwony z uszkami, sałatka warzywna, mizeria, kefir... Od kefiru się zaczęło... W życiu nie piłam i jakoś nie czułam czaczy a tu nagle dzień w dzień do ziemiaczków niezbędny... Od kawy mnie odpycha...
Swoją drogą ten centymetrowy niespodzianek albo niespodzianka to prawdziwy mocarz... Tyle przeciwności musiał przebyć, żeby sobie znaleźć dogodne warunki do dojrzewania... Tylu tyle lat się nie udawało a ten rachu ciachu i w macicy bęc... od niechcenia! Po dzisiejszym USG wiemy, że dobrze się rozwija (odpukać!!!)... ósmy tydzień... równiutko z linijką centymetr, serce bije jak dzwon książkowo, pęcherzyk ok, ciałko żółte żółte (chyba) ale na pewno dobrej jakości, jajniki w porządku... szok! Bo ciągle jest to dla mnie wieeeelki, ogromniasty szokas!
...........................................................................................
Ale w pracy się męczę. Niestety takie uroki słodkiej tajemnicy. Wolałabym póki co nikomu nie mówić a już na pewno nie szefowi... Jeszcze nie teraz... może za miesiąc... niech chociaż pół roku od objęcia stanowiska minie... I będę musiała mu jakoś wytłumaczyć, i mam nadzieję, że zrozumie oraz uwierzy bo przecież to szczera prawda, że wcale ta ciąża nie była planowana po planowanych nieudanych i jest dla mnie dużym zaskoczeniem jak i dla całego otoczenia... chciałabym co najmniej do kwietnia, maja popracować jak się uda a potem kombinujemy, żeby może połowic na wychowawczy na kilka miesięcy poszedł a ja szybko z powrotem do roboty... Cóż, i tak wszystko wyjdzie jak zwykle w praniu... |