Tere fere kuku, strzela baba z łuku...
Hobby stara (a nie taka stara jeszcze) nowe w sobie szukać i rozwijać z nadmiaru szczęścia z wolności... Myślałam, myślałam i wymyśliłam stać się ekspertem od ogrodnictwa książkowo-praktykująco-eksperymentującym... Taki mam cel... jak i kiedy przycinać maliny, jabłonie, aronie... jak, gdzie, kiedy karmić ziemię i robić najlepszą na świecie gnojówkę... Oto nowa JA... ogrodowa Janciowa niczym Maja w ogrodzie!
A w tygodniu mój dzień wygląda... jak wygląda... Śpię o godzinę więcej niż pracowo... A co będę się lenić? Za nudno. Jak w łóżku za długo to potem z dnia to tylko mycie jak w Madrycie zostaje i spanie po kolacji... Nie chcę tak wspominać najbliższych miesięcy z rosnącym ciągle i wciąż brzuchem... Co prawda powieka uparcie (a nawet dwie) opada ale walczę dzielnie... Odprawiam połowica machnięciem na pożegnanie a potem z malizną szykujemy się do przedszkola. Od dziś uczę maliznę orientacji w terenie... Niedługo sam będzie trasy pokonywał a w chmurach i obłokach buja tak, że nic dookoła nie widzi i nie słyszy... Trza to zmienić... Sprzątam, segreguję, szafy do góry nogami przewracam (wicie gniazda najwidoczniej już nieco wcześniej u mnie się włączyło), robię zakupy (pierwsze cud miód rampersy i body w kwiatki w rozmiarze 56 – 62 nabyte z nieukrywaną radością) i odpoczywam... Zjeść co nieco i ugotować z rozsądkiem... Muszę się pilnować bo szok od pewnego czasu na wadze przeżywam... Cóż dodać... niezapowiedziana niedoczynność tarczycy i ciążowe hormony działają wzorowo... Aż za... Chciałam przytyć, to i owszem... ale co za dużo to niezdrowo... 8 kilogramów na plusie w 23 tygodniu ciąży to za wiele szczęścia nawet dla dotychczasowego chudzielca... Co będzie dalej strach się bać... Zajadam więc pierwsze kalarepy, ogórki gruntowe i pomidory, zagryzam grahamką i opędzam się od połowica kuszeń na pizzę... Kilka cukierasków chyłkiem na nieczyste sumienie jednak musi wpaść... bez czekolady nie da rady... A po drodze rozmyślań o przyszłości maliznę odebrać, połowica przywitać, spontanicznie na działkę albo na maliznowy rower zrobić wypad... i luz bluz... całe wolne dni i noce spędzamy na wsi... Wieczory przy piecu robiącym za rasowy kominek zwalają z nóg... miasto się nie umywa...
...........................................................................................
Wanienka – zakup nr 1 (zwykła, najzwyklejsza), nr 2 pierwsze w dziewczęcy deseń ubranka (nowe a za grosze), Allegro pełną parą przeszukiwane... Kołyska i leżaczek bujaczek zamiast podgrzewacza, odciągacza i sterylizatora... Zaraz podwójna mamuśka doświadczeniem okraszona wie na własnej skórze w co lepiej zainwestować a co olewa i powiewa... |